Energia
Bardzo podoba mi się oryginalny tytuł książki Katherine May „Przesilenie”. Po angielsku to „Electricity of every living thing” . Książka ta przedstawia drogę autorki do diagnozy autyzmu i jej życie z nim. Nie powiem, utożsamiłam się z wieloma opisanymi rzeczami i jej przemyślenia dołożyły mi pewności, że moja decyzja o oddaniu się diagnozie jest słuszna.
Oryginalny tytuł jest genialny i genialnie autystyczny. Elektryczność każdej ożywionej rzeczy. Dokładnie tak odbieramy świat. Dokładnie tak świat zewnętrzny nas atakuje. Albo łaskocze. Zależy od natężenia prądu. ale ten prąd płynie zawsze i nieprzerwanie.
Jakieś pojęcie o tym może dawać użycie masażera elektrycznego. Jak się trafi w zaogniony ner, to wrażenia są mocne i trudne do zniesienia, pomimo, że służą poprawie. Zazwyczaj możemy kontrolować natężenie prądu, a co za tym również bólu. Możemy kontrolować czas działania. Kiedy jednak na nas oddziałuje świat, rzadko kiedy wiemy z całą pewnością, czy to tylko lekkie łaskotanie. Elektryczność świata jest nieprzewidywalna, uderza, kiedy się tego nie spodziewamy i trwa czasem tyle, że pojawia się obawa, iż narządy zaczną się po kolei wyłączać.
Ludzka elektryczność jest inna. Ona może uderzyć w sam środek klatki piersiowej. Albo w podbrzusze i kompletnie sparaliżować nogi. Odcina oddech. Zaciska pięść w samym centum mostka. Wtedy robi się ciężko. I, niestety, bardzo często są to ludzie, którzy z lubością patrzą, jak się męczymy. Czerpią z tego jakąś chorą satysfakcję. Powiedziałabym, że im większe ego, tym bardziej destrukcyjna energia jest wysyłana w naszą stronę.

Trochę nie wiem, co z tym zrobić. Taka energia rani i podkopuje zdrowie. Wiem, że powinnam wibrować wyżej. Nie bardzo wiem, jak.
A może po prostu nie wierzę w skuteczność zalecanych praktyk?
