Autyzm,  Komunikacja,  Neuroatypowość a neurotypowość,  Odmienność

Czy my się w ogóle znamy?

To takie dziwne… Nie można cofnąć się w czasie, ale czasem los nam daje możliwość konfrontowania się z tym, co kiedyś było tak bardzo bolesne. Tym razem mogłam to wszystko przeżyć całkowicie świadomie, zmierzyć się z tym, co tak naprawdę się ze mną działo, nazwać to i tym razem spróbować adekwatnie zareagować. Chyba dlatego chciałam to zrobić. Dlatego właśnie chciałam pojechać do mojego rodzinnego miasteczka i konfrontować się z tymi ludźmi.

To była okazja. Trzydziestolecie naszej matury. Jak dotąd nie świętowaliśmy żadnej rocznicy. Chyba nie było nikogo. To zająłby się organizacją, a opór z wielu stron był dość znaczny. W końcu nie wszystko się wszystkim udało w życiu. I jak tu opowiedzieć o porażkach? Zależy co kto widzi jako porażkę.

To był całkiem ciekawa konfrontacja, momentami nieprzyjemna, ale potrzebna. Zrozumiałam, że moi rówieśnicy postrzegali mnie w dość ograniczony sposób. Byłam dla nich tak trochę jednowymiarowa. Postrzegali mnie jako tą mądrą, jedną z dwóch, dzięki którym cokolwiek wiedzieli z matematyki (na profilu matematyczno-fizycznym). Powinnam mieć wielki możliwości i zrobić coś, co by mi przyniosło nagrodę Nobla. Tak, w swej młodzieńczej arogancji sama tak twierdziłam. Tylko ż mnie nigdy nie ciągnęło do nauki, a raczej o sztuki, do muzyki, do opowieści. W sumie kiedyś mi się marzył literacki Nobel. Nic z tego nie wyszło.

Pamiętali, że pisałam wiersze. Już dawno tego nie robię. Odkąd podrzędne pisarzyny nie chciały nawet na nie spojrzeć.

Czasem mi się wydaje, że organizują onrush, złoszczą dla młodzieży, żeby się pobawić, stworzyć iluzję, że młodzi ludzie mają talent, że dokądś zmierzają, a kiedy się zapalą, trzeba podsumować ich wysiłki głuchym śmiechem.

Teraz wiem, że muszę do tego inaczej podejść. Mam władzę nad słowami, ale trudność mi będzie sprawiać konstruowanie postaci. Nie do końca potrafię opisywać spray takimi, jakie są. Zawsze będę szukać, jakimi powinny być i jak do tego doprowadzić.

Nikt z mojej klasy się na tym nie znał i nie potrafił ze mną na te tematy rozmawiać.

Jedna osoba zapamiętała moją muzykę. Zrobiła wrażenie. Tak. To mi odpowiadało, choć się odżegnywałam od jakiejkolwiek działalności w tym zakresie. To było całkiem miłe.

Było głośno. Jak się towarzystwo alkoholem nakręciło, to ciężko było wytrzymać. Wyłączałam się z rozmowy z tego powodu, choć kiedyś sobie czyniłam za to dość dosadne wyrzuty. Tymczasem to chodziło o hałas. Kiedy próbowałam się odizolować, to owszem, zdarzała się dobra dusza, która do mnie dołączała i można było zamienić spokojnie kilka słów, ale zazwyczaj szybko dołączali inni i rozmowa zaczynała się toczyć poza mną. Stałam tam i magicznie znikalłam. Była, a jednak mnie nie było.

Tym razem odeszłam. Nie udawałam, że jest dobrze.

No i wreszcie nadeszła rozmowa z podpitym kolegą, który strasznie chciał pokazać, jak mu się fantastycznie w życiu powodzi. To była wieka manifestacja zakompleksionego ego w bardzo mętnej, zaprzeczającej sobie, podlanej alkoholem komunikacji. Momentami jego słowa były przykre, wręcz obraźliwe, ale mnie nie ruszały. Niech sobie myśli, co chce. Gratuluję mu sukcesu. Ale małomiasteczkowości za sobą nie zostawił. I prawdę powiedziawszy, nie chcę z nim więcej rozmawiać. Tam są nadal głębokie rany, których on wcale nie chce uleczyć. Bo te rany go napędzają.

Opowiadali o imprezach, w których nigdy nie uczestniczyłam. Wiedziałam, że one się odbywały i czułam się dotkliwie pominięta. Oni nawet nie skojarzyli, że mnie tam nigdy nie było. A jednocześnie, gdybym ja olała tę imprezę, obraza majestatu byłaby poważna. Dziwne są te zasady, bardzo jednostronne i służące syceniu ego. Zawsze mnie odrzucało od tego typu postępowania, a ponieważ miałam tego zawsze wokół siebie nadmiar, nauczyłam się to szybko rozpoznawać.

W pewnym momencie było już wszystkiego za dużo. Ten dziwny kolega mi nawet tatuaży zazdrościł. to jes chore, ale to nie moja choroba. Uciekłam stamtąd, kiedy poczułam się przeciążona i przestałam rozumieć, o co chodzi. rozpoznałam, kto nie za bardzo chciał mnie widzieć na różnych imprezach. Doceniła to, że a zawsze ze wszystkim, nawet z najcięższymi rzeczami radziłam sobie z uśmiechem. Nawet usiłowała się ze mną trochę równać, ale nie zdołała, kiedy zdradziłam kilka szczegółów z mojego życia.

Wyszłam jednak z poczuciem zwycięstwa. Żal mi ich ograniczonego myślenia, stereotypowych, płytkich pojęć, za pomocą których usiłowali mnie sobie uporządkować. Odniosłam wrażenie, że kompletnie mnie nie znali. Możliwe, że nie mieli odpowiednio szerokich horyzontów i wysoko rozwiniętego myślenia empatycznego, aby ogarnąć całą złożoność mojej osobowości i mojego autyzmu, który jest jej integralną częścią.

Ich strata. I tym razem, po raz pierwszy w życiu, mówię to bez żalu ściskającego klatkę piersiową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *