Problemy z neurotypowymi
Jestem już zaawansowaną wiekiem Spektralką, choć moja diagnoza jest dość świeża. Mam teraz ten luksus, że nie muszę zbyt wiele nikomu udowadniać, bo wiem, że sobie radzę i to całkiem nieźle. Mogę za to patrzeć wstecz i wokół i analizować wszystkie niekomfortowe sytuacje.
Mamy z neurotypowymi problem, żeby się porozumieć. Teraz widzę jasno, że zauważyłam to dość wcześnie w moim życiu. A ponieważ zawsze chłonęłam wiedzę jak gąbka, równie zachłannie chłonęłam słowa, ich semantykę i związki między nimi. Pracowicie dopasowywałam najlepsze opcje do sytuacji. Niektóre rzeczy powtarzałam po trzy razy, żeby mnie dobrze zrozumiano.
Często na próżno. Myślę, że wiele sytuacji analizowałam przesadnie i dochodziłam do wniosków, które bywały poza zasięgiem neurotypowych. I dlatego je odrzucali i nadal odrzucają, a ja czuję się niczym mityczna Kasandra. Zwłaszcza, kiedy się okazuje, że to właśnie ja miałam rację. Jeśli będę z mocą przypominać neurotypowym, że miałam rację, to tym bardziej będą mi niechętni. Ze swoją racją natomiast będą się obnosić po całej wsi. To nie fair.
I tu wkraczamy na teren tego, co utrudnia jakiekolwiek porozumienie. Ego. Neurotypowi często mają mocno rozbuchane ego i cala ich komunikacje jest nastawiona na realizację ich własnych, egoistycznych celów. Wszystko ma prowadzić do ich zysku, do wzrostu ich poczucia własnej ważności albo do zamaskowania ich błędów. Zawsze problemem jest dla nic świat zewnętrzny i inni ludzie, nigdy oni sami. Mam wrażenie, że przyjęcie odpowiedzialności za własne czyny lub słowa staje się dla nich zadaniem niemożliwym. Dlatego często jesteśmy dla nich łatwymi ofiarami. Od małego się nam pokazuje, co robimy źle. I przyjmujemy za to odpowiedzialność. Analizujemy swoje błędy. Opracowujemy strategię, co zrobić lepiej następnym razem. Pamiętam z moich młodszych lat, że jęli mi się udało opracować naprawdę dobry scenariusz, aż nie mogłam się doczekać, kiedy go zastosuję. Nie zawsze miałam „powtórki z rozrywki”, ale czasem, owszem, się zdarzały. I udawało mi się zachować, jak trzeba i powiedzieć to, co trzeba. Czasem musiałam się zadowolić świadomością, że wiem, am mam się zachować i co mam zrobić.
Do tej pory to mam. Jak tylko pojawia się jakiś problem, zawsze najpierw szukam w sobie, co mógłbym zrobić lepiej. Często prowadzi to do samobiczowania (wiem, robiłam to), ale jeśli zachowamy zdrowy umiar, to jest to bardzo prorozwojowe podejście.
Podejście tępione lub częściej wykorzystywane przez neurotypowych. Bo przecież skoro już ktoś się poczuwa do winy, to grzech by było tego nie wykorzystać. Wtedy lekką ręką zrzucają całą winę na neuroatypowych. Wszystko jest wyłączne naszą winą, nieważne, czy słusznie, czy nie.
Dodatkowo, neurotypowi są raczej leniwi. Jak tylko wyczują, że coś robimy przede wszystkim dla samej przyjemności robienia, chętnie się pod naszą pracą podpiszą i zgarną za nią całą chwałę. Zwłaszcza że zazwyczaj, po latach udowadniania nam, że wszystko robimy źle, latach dogłębnych analiz, z których nam wynikał, że rzeczywiście tak jest, mamy tak niską samoocenę, że nawet nie potrafimy o siebie zawalczyć. No i generalnie. Nie potrafimy, bo to wymaga komunikacji i to takiej, którą często się rządzimy – komunikacji pełnej manipulowania drugą osobą.
Kiedy starałam się to przezwyciężyć, zdarzało mi się, że byłam zbyt dosadna, co dobrze pokazuje poniższa grafika:

Jedno wiem: mam prawo się bronić i walczyć o swoje interesy. Czasem czekam zbyt długo na zmianę postępowania tej drugiej osoby. Zazwyczaj dzieje się to dlatego, ponieważ nie mogę uwierzyć, że ktoś się zachowuje aż tak podle. Sugeruję, że to nie tak, daję szansę, by druga strona powstrzymała się od krzywdzącego mnie traktowania. Jeśli to nie działa, daję sobie przyzwolenie na bycie niemiłą. Długo mi zajęło zanim się tego nauczyłam.
Jedno wiem na pewno: żebyśmy się porozumieli, obie strony muszą wykonać pracę. Jeżeli my mamy przyjąć odpowiedzialność za nasze zachowania wynikające z odmiennej budowy mózgu, to neurotypowych też muszą przyjąć odpowiedzialność za swoje zachowania. Możemy się spotkać w połowie drogi. Nie po stronie neurotypowych. W połowie drogi. Bo historia pokazuje, że cywilizacja potrzebuje do rozwoju różnych rodzajów mózgów.
