Ulotność natchnienia
Przyznaję, mam ambicje pisarskie. W pierwszym odruchu chciałam je usprawiedliwić, wysnuć teorię deficytów komunikacyjnych, z których wynika ta potrzeba. Być może tak jest. Być może jednak po prostu lubię bajać, opowiadać historię, w których sprawy międzyludzkie są ładnie wyjaśnione i kończą się w logiczny sposób. W ten sposób mogę je czynić raczej nierealistycznymi.
Historia może się zacząć nagle i niespodziewanie. Ktoś coś mówi, na przykład na zajęciach student niezobowiązująco rzuca hasło. Jedno hasło. Pozornie prześmiewcze, cyniczne wręcz. Mój umysł zakotwiczył się na nim, a wyobraźnia od razu wystrzeliła, pognała do przodu niczym spłoszony mustang. Cała opowieść, kompletna, gotowa niemal do spisania, znalazła się w zasięgu mojego odczuwania. Wiem, że ona gdzieś tu jest. Przeczuwam ją. Prawie mogę jej dotknąć. Gdybym tylko wystarczająco uspokoiła oddech, mogłabym ją całą ogarnąć, wsączyć w słowa i odpowiednimi ich kombinacjami zamknąć na papierze.

Ale jednak nie. Nie udaje mi się to po raz kolejny. Opowieść rozpływa się w codzienności, rozprasza na zwykłych czynnościach, których miliona trzeba dopilnować. Nie potrafię jej złapać na tyle mocno, żeby nadać jej pożądany kształt.
Zdołałam napisać pięć linijek. Zatrzymałam się. Utknęłam i trudno mi ruszyć dalej. Uczucie jednak gdzieś utkwiło, opowieść zdawała się bawić moimi neuronami. Wpadłam na pomysł, żeby te pięć linijek przepisać do właściwego zeszytu. Tak jakby fakt znalezienia się we właściwym miejscu mógłby zagwarantować zapełnienie go w całości. Tam nic nie powinno zginąć. Tam wszystko powinno odnaleźć swoje miejsce. Wszystkie kawałki powinny zająć swoje miejsce w układance.
Wiedziałam, że muszę to rozwinąć, nadać temu głębi i plastyczności. Owszem, nawet to zrobiłam, choć dość powierzchownie. Na pewno absolutnie niesatysfakcjonująco. Blokada okazała się zbyt mocna. Po przeczytaniu tego okazało się, że zniknął nawet cień opowieści, którą przeczuwałam.
A jednak coś mam. Tak się pocieszam. To jest jakiś początek. Coś czego mogę się uchwycić i szukać odpowiednich zdań, które odnajdą straconą energię. Może nawet ją doprecyzuję. Przywiążę ją do kartki, żeby więcej mi nigdy nie uciekła. To połączenie tak trudno złapać i utrzymać na dłużej.
Mam jednak nadzieję.
Kończę dzień i zasypiam w nadziei, że przyśni mi się fascynująca fabuła.
Niestety, nic z tego.
Rano budzę się zupełnie innym człowiekiem.