Komunikacja

Zamknąć usta

Zdecydowanie trzeba mi zamknąć usta.

Całe życie miałam wrażenie, jakby cały świat usiłował mnie uciszyć. Rzadko komu się podobało to, co mówiłam. A może jak mówiłam? Nie mam pewności, który z tych czynników odgrywa decydującą rolę.

Jakoś tak to się działo, że to ja byłam ignorowana. To moich testów nikt nie chciał czytać. Zwłaszcza wtedy, kiedy sama o to prosiłam. Jeśli wysłałam anonimowo na konkurs, to jeszcze się zdarzało. Kiedy osobiście szłam porozmawiać z pseudo-popularnym lokalnie autorem, a zwłaszcza poetą, to już zlewka byłą totalna. Człowiek nawet nie rzucił okiem. To odrzucanie mnie było obezwładniające, zwłaszcza kiedy byłam nastolatką.

W życiu dorosłym, zwłaszcza zawodowym też zdarzały się „perełki”. Pamiętam pewien wyjazd na szkolenie do Wielkiej Brytanii. Razem z moimi koleżankami i kolegami po fachu mieliśmy zajęcia doskonalące nasz warsztat jako nauczycieli języka angielskiego. Jedne z nich na temat zaawansowanej składni w tekstach naukowych prowadziła starsza pani. Niezłe to były zajęcia. Wymagające. Na przykład, porozcinała nam zdania na fragmenty i mieliśmy je poskładać. W grupie około dziesięcioosobowej zdarzyło się, że jako jedyna wykonałam zadanie poprawnie, ale reszta grupy z mocnym zacięciem zaprzeczała mojej wersji. Starsza nauczycielka stała tylko z boku i się uśmiechała popatrując na mnie, po czym podawał wszystkim poprawną odpowiedź. Moją odpowiedź. Jednak reszta kompletnie nie wyciągała z tego wniosków i sytuacja się powtarzała.

W swojej książce Mam ADHD, autyzm i całe spektrum możliwości Dorota Musiałowska trafnie to określa „syndromem Kasandry”. Całe życie na niego cierpię. I nieważne, że mam niezachwianą pewność co do mojej racji, bo przemyślałam wszystko pięćset razy i inaczej mi nie chce wyjść. Inni i tak nie będą mnie słuchać, choćbym wyłaziła z własnej skóry.

Jeszcze nie rozkminiłam do końca, skąd się to bierze. Być może, jak zwróciła mi na to uwagę moja koleżanka, brakuje w moim głosie, a więc i w wypowiedziach, emocjonalnej podszewki, tego drugiego dna, które potwierdza moje słowa. Zawsze starałam się być semantycznie precyzyjna, żeby „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Okazuje się, że jednak nie jest wystarczające. Być może chodzi o to, że za mało własnych interesów usiłuję załatwić moimi komunikatami. Powinnam mówić, żeby kogoś zmanipulować, przekonać do czegoś, nawet uniknąć jakiegoś działania (ostatnio jest to zatrważająco popularne, mam wrażenie). A ja po prostu przekazuję informacje w możliwie najbardziej czytelny sposób. Okazuje się, że to absolutnie nie prowadzi do sensownego funkcjonowania w społeczeństwie.

A co ze słowem pisanym? Teraz nie jest bynajmniej lepiej. Piszę, zapisuję tony zeszytów, ale kiedy wysyłam moje teksty w świat, nie otrzymuję żadnego odzewu. Zniechęcam się. Moje słowa wydają się być nic nie warte, zbędne, nieistotne. Czasem chcę po prostu zamilknąć i nic więcej ni wysyłać w świat. Zapisywać jeszcze więcej zeszytów, którymi wyłożę ściany. Może kiedyś ktoś weźmie jeden i przejrzy. Pomyśli o mnie: „stara wariatka”. Nic nigdy tak naprawdę nie miała do powiedzenia. Nie tak, jak inni, którzy snują opowieści bez puenty. Ci, którzy rozwlekają prostą fabułę o ludziach, którzy się zdradzili i nie mają pieniędzy. Ci, którzy biorą na warsztat ikoniczne postacie i robią z nich rozmemłane kałuże. Ale może ja jestem z innej epoki. Może za szybko podejmuję decyzje i nie potrafię pisać o niezdecydowaniu. Tak sobie właśnie myślę czytając zwycięskie teksty…

Może w ogóle nie potrafię pisać i nigdy nie powinnam próbować tego robić.

A jednak tu jestem i prowadzę blog. Nie potrafię nie pisać. Rzucam w świat te moje skrawki. Niech istnieją w przestrzeni cyfrowej. Może komuś się na coś przydadzą.

Bo tak naprawdę interesuje mnie tylko jedno: mówienie prawdy. Chcę dawać prawdę i otrzymywać prawdę. Tylko na niej mogę budować moją rzeczywistość i uzyskiwać równowagę. Jakiekolwiek od niej odstępstwa zaburzają moje poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie słowa są rzeczywiste. Chyba nie potrafię do końca się pogodzić z ich abstrakcyjnością. One są równie rzeczywiste, jak to, do czego się odnoszą. Dlatego tak ciężko mi się pogodzić z tym, jak lekko inni traktują to, co mówią. Nie panują nad tym. Przeczą sami sobie i w ten sposób budują alternatywne wersje rzeczywistości. Gubię się w nich. Nie ogarniam.

I może właśnie na tym polega problem, że staram się mówić prawdę. Nie zawsze wygodną. Więc lepiej mnie uciszyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *