Autyzm

Autystyczne szczęście

Mam trochę dość tych pełnych współczucia spojrzeń, kiedy cała w skowronkach oświadczam, że mam diagnozę spektrum autyzmu. Że to niby taka tragedia…

Zastanówmy się może przez chwilę.

Dla mnie świat jest bardziej intensywny. I moje doświadczanie go jest bardziej intensywne. Pomimo, że to może czasem praktycznie boleć, ale jeśli trafię na pozytywne wrażenie, doświadczam go bardziej. Potrawy są smaczniejsze. Muzyka – bardziej porywająca. Widoki – wyciskają łzy z oczu. Świat potrafi zachwycić, przyjemnie łaskotać duszę poprzez oczy, uszy, skórę, nos i język. Czasem czuję się tak, jakby te wrażenia wlewały czystą energię do samego centrum mojej duszy. Jedno pozytywne wrażenie potrafi zmienić mój nastrój o sto osiemdziesiąt stopni.

Bardzo praktyczne.

Z drugiej strony jedna niekonsekwentna, niezaplanowana rzecz, na którą nie jestem w danej chwili przygotowana, potrafi mi rozwalić system. Moje ciało reaguje na przeciążenie, poziom stresu szybuje w kosmos ciągnąc za sobą ciśnienie krwi i poziom cukru. Przestaję swobodnie oddychać, a to jeszcze podsyca stan paniki. Grunt mi się całkowicie usuwa spod nóg.

Wiem, że muszę się wtedy czegoś uchwycić. Im jest to przyjemniejsze, tym łatwiej mi stanąć na nogi. Dźwięk, widok, zapach, smak lub tekstura. Wszystko może pomóc.

Niewiele mi trzeba.

Wiem jedno: nie będę płakać, że jestem autystyczna. Lubię sporo z moich autystycznych cech. Uwielbiam szybkość, z jaką myślę. Lubię to, jak sprawnie wyszukuję informacje i moją fotograficzną, nawet bym powiedziała, że filmową pamięć. Moje wspomnienia to zawsze sekwencje odtwarzane z rzeczywistości. Nawet znaczenia wyrazów to bardzo często krótkie filmiki, zawsze bardzo konkretne, osadzone w miejscach i z osobami, których bezpośrednio doświadczyłam. Lubię swoją precyzję w nazywaniu i kreatywność, miłość do prawdy i umiejętność nazywania rzeczy po imieniu. Autyzm to nie koniec świata, a życie mocno osadzone w neurotypowym świecie jest przereklamowane.

Lubię się sama sobą zajmować, zapewniać sobie zajęcie i rozrywkę. Jest mi ze sobą dobrze, a tego nie można przecenić. Owszem, autyzm nie jest może największym błogosławieństwem, ale ma swoje dobre strony. Nie jest to również koniec świata. Jak wszystko na tym świecie, ma swoje dobre i złe strony.

Szkoda tylko, że tak mało wiadomo jest na temat tego rodzaju mózgu. Osobiście, nie lubię wysłuchiwać pełnych współczucia komentarzy ani łowić takich spojrzeń. Jestem normalna, wykorzystuję swoje możliwości, całkiem dobrze sobie żyję. Jeśli czegoś chcę, to zazwyczaj to osiągam. Dopóki nie uzależniam tego za bardzo od neurotypowych. Zresztą, mam wrażenie, że to właśnie neurotypowi stanowią największy problem. Neurotypowi i ich neurotypowe lenistwo. To jednak materiał na oddzielny post.

Czasem jest nawet tak, że to moje szczęście się ze mnie wręcz wylewa. Kiedy jestem w dobrym humorze, chciałabym nim zarazić wszystkich bez wyjątku, nawet ekspedientki w sklepie (co drażni mojego syna). To jest tak, jakby wypełniała mnie po brzegi cudowna energia, pompowała niczym balon wypełniany helem. Chcę się tym dzielić. Chcę, żeby wszyscy czuli tą lekkość. Może wtedy byliby dla siebie milsi, odnosili do siebie normalniej, z większym szacunkiem i wyrozumiałością. Wiem, że mam syndrom zbawcy, ale nic na to nie poradzę.

Czasem chciałabym tylko trochę więcej przewidywalności, odpoczynku, ciszy i spokoju. Czasem potrzebuję, żeby ktoś na chwilę się wszystkim zajął, żebym mogła odetchnąć. Nie za bardzo mogę na to liczyć, ale pomarzyć zawsze warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *